|
|
kajakomania 2012
| kajakomania 2012 |
Studnica
(Miastko - Przytocko)
To najbardziej wymagająca rzeka, na której byłem
do tej pory. Mówię o pierwszym dniu, ponieważ
drugi spędziłem na dokończeniu trasy dnia
pierwszego. Startując w sobotę zrobiliśmy
dwa błędy. Wystartowaliśmy za późno oraz
czekaliśmy na siebie po każdej przeszkodzie. I
może takie podejście było bardzo prospołeczne, ale
przeszkód było naprawdę dużo. Niby krótki
odcinek, a zabrał nam mnóstwo czasu. Do tego
jeszcze kilka bardzo fajnych osób, które niestety
dopiero na spływie przyznały się, że ich
doświadczenie kajakowe to wyprawa w dzieciństwie
na kajak w Strzeszynku... Efekt był taki, że jedna
para niczym MacGuyver chciała rozpalić ogień w
czasie deszczu pocierając o siebie dwa patyki i
przetrwać noc na brzegu rzeki, a męska załoga
dwójki wywracała się tak długo, aż nie zgubili
wiosła i nie dało się dalej płynąć. W każdym razie
kilkakrotnie wylewałem wodę nie ze swojego kajaka
i zaganiałem chłopaków z powrotem do kajaka i
płynęliśmy dalej. No i to był pierwszy spływ w
moim życiu, z którego wracałem po ciemku przez las
piechotą :). Przy organizowaniu takich spływów
zrozumiałem powiedzenie "Mierz siły na
zamiary"....
Niezależnie od tego wszystkiego rzeka jest
naprawdę super, a spływ był bardzo udany. No i
trzeba jeszcze wspomnieć o jednej sprawie. Nocleg
w Kawcze. Rewelacja!!!
Nie pozostaje nic innego jak tam wrócić i zmierzyć
się z tą rzeką.
Poza tym standardowo
link do strony zapowiadającej spływ.
|
Poprad
(Stara Lubowla - Stary Sącz)
Pierwsza rzeka prawdziwie górska. Pomijając
uciążliwość dojazdu, spływ bardzo udany.
Rozpoczęliśmy na Słowacji entuzjastycznie witani
przez Romską młodzież rzucającą w nas kamieniami z
brzegu. Miałem zamiar nauczyć ich kultury, ale
argumenty (ja w kajaku jedynce, a oni w wielkimi
głazami w rękach) przemówiły mi do rozumy i
jedynym sensownym rozwiązaniem było przyspieszenie
wiosłowania. Największe wrażenie na rzece robią
różnice poziomów. Płynie się i w pewnej odległości
widzi się drogę jakby równą twojemu poziomowi.
Okazuje, że droga jest kilka metrów nad lustro
wody gdy przepływasz obok tego miejsca. Bystrza,
warkocze i spienienie wody niespotykane na
najbardziej rwących nizinnych rzekach dają mnóstwo
frajdy. Oczywiście chwila nieuwagi i leżysz :).
Niestety koleś od kajaków uznał, że fartuchy mogą
być powodem naszego utopienia i nas nie wyposażył
w to praktyczne udogodnienie. Dla dwójek, których
burty są wyższe nie miało to zgubnego wpływu. Na
jedynki... No właśnie. Nie mogłem się kompletnie
skupić na kontemplowaniu przyrody albo było
bystrze, albo musiałem wybierać wodę z kajaka.
Cały spływ był jednak emocjonujący. No może oprócz
tej podróży...
Standardowo
link do strony zapowiadającej spływ.
|
Brda
(Swornegacie - Brda)
Brda jest odpowiednią rzeką na spływy dla dzieci,
rodziców, w ciąży, na emeryturze. Może dlatego nie
zrobiła na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia.
Oczywiście sama rzeka jest piękna, ma fragmenty
jeziorne i rzeką z dość sporym nurtem. Czyli
wszystko jak należy dla rodzinnej rekreacji.
I do tego według mnie bardzo przyzwoite pole
biwakowe Mylof. Takie miejsce zagubione w lesie :)
Link
do strony zapowiadającej spływ.
|
Wieprza
(Kępice - Darłowo)
Ten spływ miał dwa ciekawe momenty. Sama rzeka
jest OK, ale szału nie ma. Płynie żwawo szerokim
korytem. W zasadzie ciągła plaża, kajak płynie
niezależnie od tego, czy się wiosłuje czy się
obija. Zero przeszkód.
Pierwszą ciekawą sprawą było kibicowanie polskiej
reprezentacji w piłce nożnej w czasie EURO2012 w
wiejskiej strefie kibica :). Zostaliśmy tam
zaproszeni przez miejscowych, którzy sprawę
traktowali niezwykle poważnie. Flagi, wymalowane
twarze i zaśpiewajło. Do tego popcorn i napoje
wyskokowe.... Mimo że na początku miałem trochę
obaw co do naszego bezpieczeństwa, ale atmosfera
była wyśmienita.
Drugim elementem, który zasługuje na uwagę oraz
który wynagrodził wszystkie nudne fragmenty rzeki,
było wpłynięcie na morze. W kapitanacie na moje
pytanie "czy damy radę?" padła odpowiedź
"zobaczymy" :). Płynąc w porcie mieliśmy przedsmak
emocji, które nas czekały. Woda zaczęła falować.
Pomiędzy falochronami różnice poziomów były coraz
więcej. Jak wyszliśmy poza główki portu
pomyślałem, że zdrowy rozsądek nas opuścił....
Falowanie było naprawdę spore, płynąłem pierwszy i
z opowieści całej spływowej bandy wynikało, że raz
się pojawiałem a raz znikałem z falą :). Pomimo
początkowego strachu, a nawet odruchów ucieczki w
porcie, na plaży okazało się, że wszyscy są
pozytywnie podekscytowani. Na plaży okazało się
również że fala nie jest tak duża :)
Warto było!!!
Poza powyższym opisem możecie zobaczyć stronę
zapowiadającą spływ.
|
Wełna
(Rogoźno - Jaracz)
No Wełny nie ma co opisywać. Ciekawe jest to, że
zawsze kilka osób dojeżdża na samo ognisko :)
Sympatycznie.
Poza tym standardowo możecie zobaczyć
stronkę.
|
|
|
|
|
| Witamy Gość |
| Obecny czas to 2026-11-02, 05:24 |
|
|