|
Dobrzyca
(Iłowiec - Tarnowo)
Pod kilkoma względami ten spływ był
wyjątkowy. Po pierwsze pojechało tylko 10 osób i tym samym był to
najmniejszy spływ , który organizowałem. Po drugie pojechaliśmy na 4
dni, a tym samym był to najdłuższy spływ, który organizowałem (co nie
przeszkodziło nam deszczowego dnia przesiedzieć na polu i w knajpie).
Co ciekawe w tak małej ekipie nie tylko byli wyjadacze, ale również
świeżynki :-), które dawały sobie wyśmienicie radę mimo złośliwości
przyrody, drzew, trzcin i innych złośliwych stworzenio - zjawisk
utrudniających spływ.
Rzeka, którą płynęliśmy mnie dosłownie urzekła swoją różnorodnością i
bogactwem form. Niewątpliwie będę chciał tam wrócić i przepłynąć
odcinek od Machlin do Iłowca mimo tego, że wszyscy mnie straszą, że tam
nie ma wody i kajaki się ciągnie :-).
Pierwszy dzień popłynęliśmy z Iłowca do Rudnicy. Rzeka wąska, z małym
prądem, jak dla mnie bardzo ciekawie. W Rudnicy posiedzieliśmy cały
dzień, padało jak diabli. Stąd pomysł spływania w przydrożnym zajeździe
- co chyba podziałało na nas bardzo integracyjnie :-).
Trzeci dzień popłynęliśmy do Czapli, a w czwarty do Tarnowa. Na całej
długości sporo zwalonych drzew, ale większość przycięta. Z jednej
strony to dobrze, a z drugiej dla wyjadaczy momentami mogłoby być
nudnawo. My się jednak nie nudziliśmy, co można zobaczyć na zdjęciach i
filmach.
Ciekawscy mogą zobaczyć jak wyglądała strona zapowiadająca spływ.
Obra
(Lutol Mokry - Międzyrzecz)
Zaczęło się nieciekawie. Szósty stopie
zagrożenia pożarowego w lasach zakaz, palenia ognisk i co za tym poszło
zmiana pola namiotowego, na którym spaliśmy i zmiana trasy.
W końcu płynęliśmy nie ze Zbąszynia tylko z Lutola Mokrego i nie
spaliśmy na biwaku w Sosnowym Lesie tylko w Rańsku i nie lądowaliśmy w
Obrzycach tylko w Międzyrzeczu.
Poza tym niski stan wody, słaby nurt, wysokie temperatury spowodowały,
że rzeka zakwitła, ryby padły z przyduchy, a rzeka z tego wszystkiego
śmierdziała. I smród towarzyszył nam przez dwa dni.
No oki wyżaliłem się. Reszta to pozytywy. Spływ się udał. Wzięło w nim
udział 33 osoby. W niedziele tradycyjnie z dalszego płynięcia
zrezygnowała Banda Rooszczyka. Nic nowego. Poza tym było miło i
sympatycznie. Było z nami sporo nowych osób (dzięki Tomek). Spływ
zaliczył jedną wywrotkę jednego kajaka :-). Na szczęści nic poważnego
się nie stało. Poza tym na jednym przeciąganiu kajaków po przeszkodzie
nasz dzielny kolega trochę się poobijał. Co nie zmienia faktu, że
części z nas pomógł pokonać przeszkodę.
Tu możecie zobaczyć stronę zapowiadającą spływ :-)
Wełna
(Rogoźno - Jaracz)
Rozpoczęliśmy sezon od bardzo przyjemnej
rzeczki, która ma poważną zaletę - jest blisko Poznania i tym
samym doskonale nadaje się na spływy jednodniowe. Pogoda nie była
zachęcająca, było zimno, ale na szczęście nie padało. Zebraliśmy się
wszyscy w Rogoźnie. Zrobiliśmy machniom z samochodami i
popłynęliśmy. Wydaje mi się, że całą drogę było całkiem
przyjemnie jakby nie to zimno - szczególnie dotyczyło to Alicji i
Mikołaja, którzy bardzo mi pomagali w wiosłowaniu. W trakcie spływu
najmłodszy uczestnik przespał się odrobinę :-).
Z ciekawych rzeczy, które wydarzyły się na trasie należy odnotować
kąpiel jednego z naszych kolegów. Jednym słowem nawet wychodząc z
kajaka na sikanko trzeba zachować ostrożność ;-)
Tak sobie myślę, że mam coraz mniej inwencji do pisania ciekawych
opisów :-(
Tu możecie zobaczyć stronkę zapowiadającą spływ.
|